Od małego mieszkam w Szczecinie, ale urodziłem się w Szczytnie – siedzibie Krzyżaków. Pamiętam, że zawsze, kiedy zwiedzaliśmy z rodzicami rejony Mazur, padał przymiotnik „krzyżacki”. Krzyżackie były lody, wycieczki, zabytki, schabowe u babci i ogólnie wszystko co fajne i dobre. Wzięło się to chyba stąd, że co by nie mówić o Krzyżakach, budowali solidne zamki, które przetrwały przez wieki, aby działać na wyobraźnię małego chłopca, co rodzice pomysłowo wykorzystali rozciągając krzyżacki przymiotnik na inne elementy rzeczywistości. Stąd, pomimo że już później z lekcji historii dowiedziałem się o negatywnej konotacji tego słowa, „krzyżackość” na zawsze pozostanie w mojej świadomości synonimem czegoś solidnego i czegoś ekstra. Dlaczego o tym piszę? A no dlatego, że pozwoli mi to lepiej ocenić moją ostatnią książkową wyprawę.

Tym razem wybrałem się do Torunia. Pomimo wielu zaliczonych konwentów na Coperniconie byłem pierwszy raz. Jak oceniam imprezę? Zdecydowanie krzyżacko!

Krzyżacka była przede wszystkim ogólna atmosfera i konwentowa impreza w krzyżackim klubie Kotłownia. Zagrano nawet szlagier krzyżackiego zespołu ze Szczecina pt. „niekrzyżacka era techno” – i było nawet krzyżackie pogo, w którym z ochotą wziąłem udział – poczułem się dziesięć lat młodszy. Potem odbyłem przyspieszoną wycieczkę po krzyżackiej nomen-omen toruńskiej starówce. W tym miejscu ogromne podziękowania dla mojej krzyżackiej przewodniczki – Vee. Toruń wywarł na mnie krzyżackie wrażenie, wiem że na starówkę poświęciłem zdecydowanie za mała czasu, ale jest przynajmniej pretekst, żeby wrócić za rok. Najbardziej podobała mi się chyba krzyżacka krzywa wieża. Niekrzyżackie były tylko pseudo-graficiarskie bazgroły na zabytkowych murach…

Przy okazji udało mi się wpaść z krzyżacką wizytą do mojej krzyżackiej cioci w Bydgoszczy – i tutaj kolejne podziękowania za gościnę od „siostrzeńca kaczora donalda”.

Jeśli chodzi o całościową organizację konwentu, wiem, że część wystawców dopatrzyło się kilku niekrzyżackich elementów. Dla mnie jednak w ostatecznym rozrachunku wyszło zdecydowanie krzyżacko. Pewne niedociągnięcia zostały nadrobione pozytywnym podejściem i dyspozycyjnością. Tutaj kolejne podziękowania – dla wszystkich organizatorów ze szczególnym uwzględnieniem Pauli Nizioł, koordynatorki ds. wystawców, oraz Mikołaja (mam nadzieję, że nie mylę imienia/ksywy) – opiekuna hali targowej. Wielkie dzięki za krzyżacką otwartość na rozmowę i krzyżacką elastyczność. Zawsze będę podziwiał ludzi, którzy z pasji angażują się w tak duże przedsięwzięcia, często po godzinach, kosztem swoich urlopów itd. itp.

Krzyżacko było też poznać na żywo kilku ludzi, których kojarzyłem tylko z „internetów”. WeKT, Planetourist, miło było zamienić z Wami kilka krzyżackich słów – mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie okazja porozmawiać dłużej. Wiem, że było też kilka innych osób, wybaczcie, że nie wymieniam wszystkich – konwenty mają swoje prawa, nie ogarnia się wszystkiego. To miłe wiedzieć, że są osoby, które uważają, że moje książki są krzyżackie J

Na koniec garść (krzyżackich) statystyk:

Sprzedałem:

Najemnicy cz. I – 13 sztuk.

Najemnicy cz. II – 3 sztuki

Kopuła – 10 sztuk (+1, na zapłatę której czekam)

Ty – 7 (+1 w barterze)

W relacji do poniesionych kosztów, uznaję to za całkiem krzyżacki wynik.

Przeloty Szczecin-Toruń i Toruń-Szczecin – średnia 2,75 pasażera, bardzo krzyżacko! Zwłaszcza, że pasażerowie też krzyżaccy 😉

To chyba tyle. Toruń zdecydowanie dopisuję do mojej listy krzyżackich konwentów, które warto zaliczyć w przyszłym, krzyżackim, roku!

Share This