Jako autor niespecjalnie znany (wahałem się jakiego określenia użyć) lubię w ramach pisarskiej solidarności czytać innych niespecjalnie znanych autorów. Są to często debiutanci, ludzie młodzi, którzy podobnie jak ja odnajdują się dopiero na polskim rynku wydawniczym. Nie każdy z nich jest mnie w stanie poruszyć lub zaciekawić swoim tekstem. Niedawno dzięki mojemu ulubionemu teatrowi Nie Ma natrafiłem na Olę Koroluk oraz jej książkę Coraz wyżej. I pozostaję pod wrażeniem lektury.

Książeczka jest niewielka – 200 stron zadrukowane dosyć dużą czcionką. I tyle w zupełności wystarcza, żeby poruszyć czytelnika. O czym jest Coraz wyżej? O młodej chorej dziewczynie, do której przychodzi, czy raczej sfruwa, jej anioł stróż. I naprawdę tyle musicie wiedzieć na początek. Gwarantuję, że książka spodoba się każdemu, kto ma na swoim życiowym koncie jakiś ostry zakręt – a któż z nas nie ma? Styl autorki, o ile warsztatowo niczego mu moim zdaniem nie brakuje, jest może nieco banalny, momentami naiwny (zwłaszcza scena z żebrakiem). I może właśnie w tym tkwi ogromna siła jego oddziaływania. Czasami w banale tkwi najprawdziwsza prawda, a my tylko niepotrzebnie wszystko komplikujemy… Jako czytelnik czułem, że obcuję z czymś szczerym, że nic mi się nie wkłada na siłę, że nie próbuje się mnie na coś nabrać. Ktoś po prostu w otwarty sposób dzieli się ze mną swoimi intymnymi przemyśleniami. Ich lektura była dla mnie wzruszająca.

Dodam jeszcze, że w momencie wydania swojej książki Ola miała, jeśli się nie mylę, siedemnaście lat. Fakt, że tak młoda osoba napisała i wydała tak poruszający tekst, zasługuje w moim odczuciu na duży, duży podziw. Olu, gratuluję konsekwencji i odwagi oraz dziękuję za ciekawą lekturę i niezwykłą dedykację.

I to wszystko – myślę, że tyle słów wystarczy, żeby spróbować zachęcić Was do sięgnięcia po Coraz wyżej.

Share This