24-26 czerwca odbył się w Szczecinie Plener literacki odkryj książkę na nowo połączony z ogólnopolską nagrodą literacką dla najlepszej autorki – Gryfia. Jeżdżąc po Polsce i sprzedając swoje książki, nie mogłem przegapić takiego wydarzenia w swoim mieście. Jak mi poszło na własnym podwórku? Zapraszam do lektury

Szczecin… moje ukochane miasto, a jednocześnie zdaniem wielu kulturalna pustynia, miasto na bocznym torze, skąd wszędzie jest daleko. Pamiętam z dawnych czasów skierowane do mnie i pozostałych studentów Filologii Polskiej w Szczecinie pytanie naszego wykładowcy, doktora Piotra Krupińskiego. „Czy czujecie się państwo Beduinami kultury?” Teraz po latach uderza mnie trafność zawartej w pytaniu metafory.

Tak, jestem koczownikiem – rokrocznie wyruszam w długą wędrówkę za pożywieniem, którym jest dla mnie czytelnik. Jadę na wielbłądzie przez świat, szukając skupisk ludzi, z którymi mógłbym pohandlować. I w zasadzie tylko wielbłąd nie jest dosłowny. Książki sprzedaję za pieniądze, ale często uprawiam też handel wymienny. Swoimi wyrobami płacę (przynajmniej w części) za stoisko, wymieniam się z innymi pisarzami, ostatnio zapłaciłem książkami za koszulki z autorskim nadrukiem. Koniec końców zawsze jednak wracam na pustynię, która jest moim domem – czyli do Szczecina. Wbrew pozorom mamy  tutaj wodę. I to nawet całkiem sporo, jak na potrzeby prostego koczownika, ale  trzeba posiadać wysokie umiejętności traperskie, żeby ją pozyskać. Innymi słowy kultury trzeba w Szczecinie poszukać, trzeba się o nią potrudzić.

No dobrze, porzućmy ten przydługi wstęp i pustynne metafory. Przejdźmy do meritum, czyli Pleneru Czytelniczego w Szczecinie. Nie była to impreza o skali Krakowskich czy Warszawskich Targów Książki, do tego w sobotę doszła mocna konkurencja w postaci meczu Polska-Szwajcaria. A jednak liczba sprzedanych książek, nawiązane kontakty i towarzyszące wydarzeniu emocje bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Dlatego uważam, że Plener Literacki w Szczecinie ma ogromny potencjał i jeśli tylko co roku będzie się rozwijał i będzie nagłaśniany, to może przeistoczyć się w imprezę o ogólnopolskim znaczeniu. Dodam, że dzięki pozyskaniu sponsorów stoiska dla wystawców były darmowe. A zatem dla mnie jako sprzedającego sytuacja była idealna. Jeśli jesteśmy przy sprzedaży, to nie mogę nie wspomnieć, że były osoby, które kupiły ode mnie od razu trzy książki – a już myślałem, że tacy klienci zdarzają się tylko w Krakowie, Warszawie i Poznaniu. A tu proszę – Szczecin wcale nie jest pod tym względem gorszy! Z niesprzedażowych korzyści – spotkałem sporo znajomych i nowych interesujących ludzi – m.in. Annę Kaniecką-Mazurek, autorkę książki Kobieta/Mężczyzna niepotrzebne skreślić, z którą miałem przyjemność współdzielić stoisko. Cieszę się, że poznałem innych twórców z mojego miasta – to właśnie w ten sposób, na takich imprezach buduje się i przenika nasze artystyczne środowisko. Miło było też usłyszeć, że bardzo dużo szczecinian kojarzy… Ba! chodzi na spektakle Teatru Nie Ma, z którym jestem emocjonalnie związany. Wreszcie, dzięki Odkryj książkę na nowo odwiedziłem w końcu najpiękniejszy budynek w Europie, czyli nową filharmonię. Odbył się tam uroczysty bankiet i koncert Łony oraz Webera, którzy uświetnili galę wręczenia nagrody Gryfia i było to bardzo przyjemne dla ucha wydarzenie.

Pozytywów było sporo, jednak znalazło się kilka rzeczy, które warto byłoby moim zdaniem poprawić w następnych edycjach. Mimo wszystko odniosłem wrażenie, że impreza, jak i szczecińskie środowisko artystyczne były cokolwiek hermetyczne. Nie dotyczyło to może stoisk na Jasnych Błoniach, gdzie mógł przyjść każdy, ale samej gali wręczenia nagród już tak. Dlaczego wydanie nagrody dla najlepszej autorki i koncert Łony nie były wydarzeniem otwartym? Mała sala koncertowa filharmonii wcale nie pękała w szwach. Może to tylko moje zdanie, ale sztuka, nawet ta wysoka, powinna być otwarta na ludzi, powinna zachęcać, a nie być dostępna tylko dla wybrańców. Potem załamujemy wszyscy ręce, że Polacy nie czytają książek – no ale jeśli te książki się przed większością Polaków ukrywa, to potem mamy tego efekty. A przecież obecność Łony można było doskonale wykorzystać do zainteresowania książkami ludzi, którzy w ogóle nie słyszeli o nagrodzie Gryfia i nominowanych autorkach. Drugim słabym punktem była według mnie promocja całego wydarzenia w lokalnej prasie i Internecie – o wszystkim dowiedziałem się na Targach w Warszawie i o mały włos nie przegapiłem Pleneru Literackiego we własnym mieście…

To wszystko można jednak poprawić w następnych edycjach a pozytywne wrażenia przeważają. Najważniejsze, że jest olbrzymi progres – mam porównanie sprzed trzech lat, kiedy stoiska rozstawione były na Alei Kwiatowej. A zatem zapraszam wszystkich za rok na szóstą edycję nagrody Gryfia i Plener Literacki w Szczecinie. Jeśli będzie nas dużo, to kto wie, może zbudujemy wspólnie na pustyni pałac. I nie będzie to fatamorgana.

Share This