Mając ponad tysiąc złotych w portfelu, będąc po konwencie na którym w gruncie rzeczy dobrze się bawiło, łatwo ulec emocjom i nabrać przeświadczenia, że cały wyjazd bardzo się opłacił. Łatwo ulec pokusie, aby cały utarg policzyć jako swój zysk. Niestety to złudzenie. Trzeba wziąć pod uwagę koszty benzyny, stoiska, druku książek i wielu innych pomniejszych wydatków. Trzeba wziąć wreszcie pod uwagę własne zmęczenie i poświęcony czas. A zarówno do Lublina jak i Krakowa ze Szczecina jest bardzo daleko. Biorąc to wszystko pod uwagę, oba wyjazdy finansowo były na minus. Nie była to może inwestycja rujnująca moje finanse (nie tak jak Nadmorski Plener Czytelniczy w Gdyni), na obu wyjazdach zdarzyło się trochę dobrych rzeczy, jednak każą mi one zrewidować swoje plany na następny rok. Dochodzą do tego takie niedogodności jak odsypianie na raty, brak czasu na posprzątanie mieszkania i tak dalej. No bo jeszcze gdzieś w międzyczasie trzeba chodzić do pracy…

jakubowski

Sytuacja jest o tyle rozczarowująca, że w zeszłym roku Międzynarodowe Targi w Krakowie i Falkon przyniosły mi naprawdę duże zyski. Zeszły rok naprowadził mnie nawet na myśl, że być może będę w stanie za jakiś czas rzucić pracę (lub przynajmniej zmniejszyć etat) i żyć z samych książek. Osiągnięcie tego celu wydawało się jedynie kwestią znalezienia odpowiedniej liczby imprez, na które mógłbym wyjeżdżać i wystawiać się ze swoimi tekstami. A konwentów i targów akurat w Polsce nie brakuje, chociaż nie wszystkie oczywiście mogą pochwalić się taką skalą jak na przykład poznański Pyrkon. Widać jednak, że ewent ewentowi nierówny, mało tego – to samo wydarzenie może jednego roku być bardzo intratne, a drugiego już nie.

img_1338

Wszystko to mieści się w ramach eksperymentu, który postanowiłem przeprowadzić w tym roku – wyjeżdżać na wszystkie imprezy, na jakie tylko czas mi pozwoli. Nakłady wyłożonych czasu i pieniędzy również mieszczą się w ryzyku, które podjąłem świadomie. Wypchnąłem sporą część nakładu Najemników I. A jednak podliczając przychody i rozchody, czuję rozczarowanie, zwłaszcza w obliczu zmęczenia, które towarzyszy mi po powrocie. To co odzyskałem z początkowej kwoty włożonej w swoją książkę, wydałem na wyjazdy i promocję.

No dobrze, ale skąd taka różnica między tym a zeszłym rokiem? Arek Mielczarek, autor Upadku, wysnuł teorię, że tegoroczny Falkon odbył się przed 10-tym (4-6 listopada), a więc przed okresem, kiedy większość z nas dostaje wypłaty. I był to chyba jedyny racjonalnie brzmiący powód – żadna inna racjonalnie brzmiąca przyczyna nie przyszła mi do głowy. Zwłaszcza, że ludzie interesowali się naszymi książkami, chętnie podchodzili do stoiska, rozmawiali, ale zdecydowanie rzadziej książkę kupowali. Podobnie było w Krakowie. Jak widać wielu z nas wciąż żyje od wypłaty do wypłaty, ale to raczej nie jest już temat na niniejszy wpis. Szukając usilnie innych powodów, strzelam, że być może zeszły rok ogólnie był w Polsce gospodarczo lepszy i ludzie chętniej wydawali pieniądze na książki. To już jednak teza, którą zarówno trudno jednoznacznie obalić, jak i poprzeć rzetelnymi argumentami.

Spróbuję jednak poszukać i pozytywów. Jak na całą sprzedaż dużo ludzi, którzy kupili w zeszłym roku Najemników I, wróciło kupić cz. II. Najemników dwójki w Lublinie sprzedałem wręcz więcej, niż jedynki. Książka się podoba i to jest dla mnie bardzo motywujące. Zyskałem trochę facebookowych „lajków” i przede wszystkim masę e-maili, co mam nadzieję zwróci mi się, kiedy będę startował z projektem wydania Ducha Miasta na Wspieram.to. Postało w mojej głowie kilka ciekawych pomysłów, jak zaistnieć w świadomości szerszego grona odbiorców. Oczywiście, pomimo zmęczenia, nieźle się wybawiłem i spędziłem czas ze starymi znajomymi. Wreszcie, zdobyłem nowe doświadczenia – w przyszłym roku zamierzam zoptymalizować swoje książkowe wojaże.

Podsumowując, jest zmęczenie i jest rozczarowanie. Mimo to nie zrezygnuję całkowicie ze swoich wyjazdów. Przede mną jeszcze grudniowe Targi Książki we Wrocławiu, na które jadę już bez finansowej presji, odwiedzę przy okazji brata. Potem zaznam wreszcie trochę odpoczynku. W następnym roku dobrze przemyślę wyjazdy, na które się wybiorę – z pewnością zmniejszę ich liczbę i wybiorę tylko te najbardziej intratne. Zastanawiam się też, czy nie ograniczyć się tylko do tematycznych (czyt. fantastycznych) konwentów, rezygnując całkowicie z targów książki, na których koszty stoisk są zaporowe. Trzeba naprawdę wiele sprzedać, żeby inwestycja się zwróciła, a to z kolei wiąże się ogromnym ryzykiem.
A już na pewno nie zrezygnuję z samego pisania i związanej z nim życiowej ścieżki. Pomimo nie do końca satysfakcjonujących finansowo ostatnich wypraw, czuję, że robię to, co lubię i realizuję swoją pasję. I to jest najważniejsze. Teraz biorę się za pisanie Ducha Miasta a następnie za projekt zbiórki na jego wydanie przez Wspieram.to. A jeszcze później za realizację kolejnych pomysłów. Trzymajcie kciuki!

13422473_1103784442978109_1300142886703461643_o

 

Na koniec pragnę podziękować osobom, które towarzyszyły mi lub pomogły w ostatnich dwóch wyjazdach:

Witkowi Jakubowskiemu i Karolinie Maniak – za przenocowanie mnie w drodze do Krakowa i z powrotem, za wieczorną rozmowę o książkach i filmach, i całą pozytywną energię.
Monice Siudzie i Markowi Janeckiemu – za wspólnie spędzony czas na stoisku i poza nim.
Krzyśkowi Klimali – za wspólnie spędzony czas na stoisku i poza nim.
Kornelowi Strzyżyńskiemu – również za to samo.
Niezrównanemu Arkowi Mielczarkowi – za wspólnie spędzony czas w Lublinie i masę, masę pozytywnej energii.
Agnieszce Gumkowskiej – za wspólną podróż i rozmowy o życiu i starych Polakach.
Sławkowi Agacie, Bukinsowi i Basi – za przenocowanie w Warszawie.
A także: Tomkowi Kozaniowi, Monice Fudali, Krzyśkowi Abramowskiemu, Karo i Grześkowi Gajkowi.

Share This