Finansowym ninja, dodajmy.

Wielu z nas (jeśli nie wszyscy) marzy o byciu tak bogatym, żeby nie musieć już nigdy pracować na etacie i móc poświęcić się rodzinie oraz swojemu hobby. Jak to osiągnąć?
„Jest to dużo prostsze niż myślimy. Zwizualizuj sobie kwotę, którą chcesz posiąść. Napisz ją sobie na kartce. Wypisz listę pomysłów, jak ją zarobić. Codziennie powtarzaj sobie, że już tę kwotę masz. Po dziesięć, dwadzieścia i trzydzieści razy rano i wieczorem. Programuj swój umysł na to, że te pieniądze już masz…”
Mam nadzieję, że nie przestaliście czytać w tym miejscu, bo chciałem pokazać, czego w książce Finansowy ninja Michała Szafrańskiego nie znajdziecie 🙂

Ale po kolej. O książce dowiedziałem się od mojego dobrego znajomego i, ponieważ interesuję się tematyką finansów osobistych, postanowiłem ją zakupić.
Autor od wielu lat prowadzi bloga: jakoszczedzacpieniadze.pl. Swego czasu blog zdobył taką popularność, że Michał mógł pozwolić sobie na zrezygnowanie z pracy na etacie (podobno dobrze płatnej). Książka jest swego rodzaju uwieńczeniem blogowej działalności i kompendium zbieranej przez wiele lat wiedzy (przy czym blog funkcjonuje dalej).

W Finansowym ninji znajdziemy szeroki zakres informacji w różnych aspektach mających wpływ na nasze finanse – od sposobu układania budżetu domowego i podejścia do codziennych wydatków, poprzez negocjacje, dostępne na rynku produkty finansowe i zarządzanie czasem, aż do kredytów hipotecznych, optymalizacji podatkowej i tematu inwestowania np. na giełdzie (ten ostatni został zaledwie liźnięty, jednak autor podpowiada zainteresowanym kolejne lektury). Wszystko poparte własnymi doświadczeniami i zobrazowane symulacjami na hipotetycznych przykładach, ale i na bardzo konkretnych wyliczeniach.
Bądźcie też pewni, że Michał Szafrański nie ściemnia i nie unika trudnych tematów – boleśnie wylicza np. jaką kwotę musielibyśmy miesięcznie odkładać, żeby w wieku 65 lat nie musieć już pracować (i nie liczyć na ZUS). Niektóre liczby były dla mnie osobiście nieco przytłaczające, ale właśnie to sprawiło, że autor przekonał mnie do siebie bez reszty. Po prostu widziałem, że nie ściemnia.
Bardzo przemówiło też do mnie zdanie, które pojawiło się już na samym początku: „Finansowy ninja wie, że sam jest odpowiedzialny za swoje finanse”. Dokładnie – zrzucić winę na rynek, pracodawców, złego doradcę finansowego jest niezwykle łatwo. Prawda jest jednak taka, że odpowiedzialność za nasze złe decyzje finansowe poniesiemy tylko i wyłącznie my sami no i ewentualnie nasi bliscy. Ponadto żaden  doradca finansowy nie zna lepiej naszych celów i potrzeb niż my sami. Warto mieć tego świadomość.
Swoją drogą, bardzo podobał mi się zastosowany wielokrotnie przez Michała chwyt: „finansowy ninja wie, że …” / „finansowy ninja rozumie, że…” Tak formułowane zdania sprawiają, że nie czujemy, iż autor zsyła na nas dogmaty i prawdy objawione, które musimy bezwzględnie zastosować w swoim życiu, żeby być bogatymi. Raczej sugeruje tylko, jak jego zdaniem zachowuje się ktoś, kogo nazywa finansowym ninja, a to czy nim jesteśmy lub chcemy zostać pozostawia pod rozwagę nam – czytelnikom. Mi ten ton wypowiedzi Michała bardzo przypadł do gustu.

Książka wciągnęła mnie już od samego początku, w którym było banalne ćwiczenie. Polegało na tym, że czytelnik ma za zadanie wypisać na liście swoje marzenia. A potem zdecydować, które z nich chciałby zrealizować, gdyby się dowiedział, że zostały mu dwa lata życia (w dużym uproszczeniu). W moim przypadku poskutkowało to niezwykłą refleksją – do realizacji moich marzeń brakuje mi czasu, nie pieniędzy – i było to dla mnie bardzo inspirujące.

Przed podsumowaniem, chciałem jeszcze poruszyć dwa ważne osobiście dla mnie aspekty.
Pierwsza rzecz – być może spotkaliście się ze zdaniem, że literatura jest ważna, bo uświadamia nam, że ktoś myśli podobnie do nas i dzięki temu nie czujemy się wariatami. I taką funkcję spełnił w moim przypadku Finansowy ninja. Kiedyś ktoś powiedział, że moje drobiazgowe spisywanie wydatków jest chore, czym się cokolwiek przejąłem. Teraz wiem, że wcale tak nie jest, że są ludzie myślący tak jak ja. Mało tego – teraz do spisywania wydatków, tworzę budżet domowy (jaka jest różnica między jednym a drugim przeczytacie już w samej książce).
Druga sprawa, Finansowy ninja jest dla mnie szalenie ważną książką z jeszcze innego względu. Michał Szafrański wydał ją własnym sumptem, rezygnując z wydawcy. Jest to pomysł, który jakiś czas temu przyszedł do głowy również i mnie – czy na pewno potrzebuję wydawcy? A jak Michał wyszedł na wydaniu książki samodzielnie – sprawdźcie sami.

Próbując zachować pozory obiektywizmu, wypadałoby wymienić wady opisywanej książki. Jest to trudne – dla mnie ta książka powinna być lekturą szkolną! Na siłę było kilka literówek, ale to naprawdę drobiazgi. Spotkałem się też z opinią, że dla czytelników bloga Michała w książce nie ma nic nowego.

Na koniec muszę napisać Wam o jeszcze jednej rzeczy. Aktualnie książka już mi się zwróciła! Nie, nie ściemniam i nie ma w tym żadnej magii (a może właśnie jest?) Finansowego ninję kupiłem za siedemdziesiąt dziewięć złotych. Aktualnie uczęszczam na dosyć kosztowne cykliczne zabiegi. Traf chciał, że przed jednym z zabiegów przeczytałem rozdział o negocjacjach. I nie było tam jakiejś tajemniczej metody negocjacyjnej. Było po prostu zdanie mówiące o tym, aby negocjować zawsze i wszędzie. Poczułem impuls i w kontekście ww. zabiegów zapytałem o zniżkę. Otrzymałem 30zł rabatu, co po trzech wizytach daje mi już 90zł zysku. Niech ten przykład mówi sam za siebie.

A jeśli to co napisałem przekonało Was do zakupu Finansowego Ninji to zapraszam do skorzystania z poniższego linka:

https://goo.gl/yN3nWz

Zgłosiłem się do wymyślonego przez Michała Szafrańskiego programu afiliacji (system polecania jego książki). Z każdego zakupionego egzemplarza (lub ebooka) za pośrednictwem powyższego linku, otrzymam prowizję 10% (brutto).
Deklaruję się, że jeśli uda mi się zarobić w ten sposób jakiekolwiek pieniądze, zostaną one w całości przeznaczone na moje działania związane z pisaniem i promowaniem książek. Jeśli więc chcesz zwiększyć swoją finansową świadomość i przy okazji mnie wesprzeć, to serdecznie zapraszam. 🙂

Share This