Spotkanie.

Autor zdjęcia – Adrian Ziółkowski.

Jest w Mieście pewna wieża. Pozostałość po poprzednich włodarzach. Co by o nich nie mówić, mieli zmysł architektoniczny i umieli zagospodarować przestrzeń tak, aby ówczesnym mieszkańcom żyło się przyjemnie. Za ich czasów na parterze była wykwintna kawiarnia a z góry doskonały widok na rzekę i okolicę – wieżę zbudowano na zalesionym wzgórzu. Musiało to być piękne miejsce na spacery. Obecnie niestety pozostała niezagospodarowana ruina. Chociaż dla mnie to nadal dobre miejsce do spacerów. No i wdzięczny obiekt do zdjęć. Stoi monumentalna i smętna – pamiątka minionych czasów. Zdobią ją neogotyckie płaskorzeźby. Najbardziej podoba mi się twarz nad wejściem – nie wiadomo do końca, czy to słońce, czy lew, a może jedno i drugie. Orły zwieńczające szczyt zostały zrzucone jako nieprawomyślne. Na zboczu wzgórza u podnóża budowli można znaleźć ich głowy, ale trzeba być cokolwiek spostrzegawczym, bo zarasta je gruba warstwa mchu.

Autor zdjęcia – Adrian Ziółkowski.

Podobno znalazł się inwestor, który wykupił wieżę od władz Miasta. Czytałem, że koszty remontu przerosły jego możliwości. Nowy właściciel odłożył więc plany wskrzeszenia budynku lub w ogóle je zarzucił. Teraz nie można było się z nim skontaktować, aby z powrotem odkupić zabytek i ogłosić ponownie przetarg. Patowa sytuacja – historia jakich wiele. Jakiś czas temu można było wejść do środka, ale ponieważ zbyt wielu samobójców zakradało się nocą, żeby rzucić się z samego szczytu głową w dół, założono plombę. Całkiem urocze miejsce, żeby ze sobą skończyć, kiedy się nad tym zastanowię…

Dzisiaj miałem nastrój, aby pospacerować i porozmyślać w cieniu wieży jeszcze raz. Być może pstryknąć jakieś zdjęcie – mimo że obfotografowałem ją ze wszystkich możliwych stron. Poszwendać się po pobliskim lasku. Ale nie było mi to dane. Miasto przewidziało inny scenariusz…

Żeby dotrzeć do celu, czekały mnie dwie przesiadki. Pierwsza na wielkim węźle komunikacyjnym między prawym – moim – a lewym brzegiem rzeki. Kiedy wysiadłem z autobusu i przeszedłem na przystanek tramwajowy moją uwagę przykuła atrakcyjna dziewczyna. Minęło sporo czasu. Nie od razu skojarzyłem, kim ona jest. Dlatego przez dobrą chwilę, stojąc pomiędzy innymi ludźmi, gapiłem się, usiłując sobie przypomnieć, skąd ją znam… I nagle mnie olśniło – no tak… czerwone włosy!

Podszedłem akurat, kiedy podjechał tramwaj.

– Cześć… – zagadnąłem nieśmiało, wsiadając za nią.
– Cześć – odpowiedziała, zmęczonym głosem.
– Nie masz nic przeciwko, żebym usiadł koło ciebie?
Nie, nie mam.

Na jej twarzy również malowała się udręka. Usiadła przy oknie, ja przy niej.

– Co słychać? – spytałem.
Nienajlepiej… – westchnęła. – Szczerze, to nawet nie chce mi się opowiadać.
Nie naciskam.

Ręce trzęsły mi się tak, że musiałem schować je do kieszeni. Chyba głupio było mi przez tę akcję z albumem. Mimo że wyglądała bardzo ładnie z profilu, wbiłem wzrok w podłogę. A potem w drzwi. A jeszcze potem przed siebie. I znowu na nią. W zasadzie nie wiedziałem, gdzie mam patrzeć.

– Dziękuję za album – przerwała ciszę. – Bardzo podobał się mojemu chłopakowi.
– Proszę bardzo… – bąknąłem.
Mi nie bardzo, lubię jak na zdjęciach są ludzie. Ale Tomek był pod wrażeniem tych wszystkich miejsc.
Miło mi. Nie był zazdrosny?
Nie. To znaczy pytał, skąd ten album i kto robił te zdjęcia…
I co powiedziałaś?
No, że dostałam od znajomego, ale nie wdawałam się w szczegóły.
A więc jednak od znajomego, nie od obcego?
Nie… nie od obcego…
Cieszę się.

Chyba się trochę zmieszała. Znowu zapadła kłopotliwa cisza. Tramwaj zatrzymał się na przystanku. A po chwili ruszył dalej. Kiedy odwróciła się ode mnie, żeby spojrzeć w okno, dyskretnie wyjąłem dłoń z kieszeni. Nie, nie przestała się trząść ani odrobinę.

– Przepraszam – mruknąłem.
Za co?
No… że tak wyśledziłem, gdzie mieszka twoja mama i w ogóle. Po prostu zezłościłem się za tego obcego.
Chyba opowiedziałam ci tyle o sobie, że nietrudno było znaleźć adres.

Uśmiechnąłem się w odpowiedzi. Na jej zmęczonej twarzy też dostrzegłem delikatne radosne skrzywienie ust.

– Przestraszyłam się, kiedy brat zadzwonił, że “jakiś kolega” zostawił dla mnie album. Przyjechałem najszybciej jak mogłam, bo się bałam, że zostawiłeś mi zdjęcia z Kamasutry czy coś takiego…
To nie tak… – pokręciłem głową, dotknęła mnie tymi słowami.
No wiem, wiem, wtedy tak pomyślałam. Teraz myślę nawet, że to było miłe. I ładne są te twoje zdjęcia, tylko po prostu nie do końca w moim guście. A co powiesz o moim bracie? Niepodobny do mnie, co?
Posturą nie, ale ma prawie identyczne oczy.
– No tak.

Patrzę na nią. Czuję, że palą mnie policzki. Zaczerwieniłem się chyba po czubki uszu. Nie wiem, co powiedzieć. Głupie to spotkanie! Byłem już wolny od tej dziewczyny, a teraz, kiedy znowu na nią patrzę… Ona ucieka wzrokiem. Wierci się. Moje towarzystwo nie jest pożądane. Czy to przez moje plamy? Wstać, żeby pokazać, że nie chcę być natrętny? Że nie musi się mnie bać? Też niezręcznie…

– Ale potem dałem ci już spokój – powiedziałem, zamiast tego.
No tak – przyznała.

Zacisnąłem dłonie w kieszeniach. Ile bym teraz dał, żeby przestały się tak trząść… Przyłapałem się, że na nią patrzę, co ją peszyło. Odwróciłem wzrok z niejakim trudem. Chyba zaschło mi też w gardle. Na szczęście kolejny przystanek to ten mój – druga przesiadka. Żadne z nas nic nie mówiło. Ona westchnęła do swoich problemów, do swoich myśli.

– Na pewno… – chciałem zaoferować pomoc, ale nagle zachrypłem.
Słucham?
Mogę ci jakoś pomóc? – zapytałem bez sensu, przecież ona nie chciała ode mnie pomocy.
Nie, mi chyba nie można pomóc.
Zawsze można jakoś pomóc, ale nic nie mów, jeśli nie chcesz.

Zastanawiałem się, po co klepię te dyrdymały. A czy mi można pomóc? I dalej jechaliśmy, siedząc obok siebie i nic nie mówiąc. I nic. Nic się nie dzieło. Między nami i w ogóle.

– Mój przystanek – wychrypiałem.
Ja jadę dalej – odparła.
No to trzymaj się – wreszcie odzyskałem głos, ulżyło mi, że się rozstajemy, zwyczajnie cieszyłem się, że mogę uciec od tej straszliwie krępującej sytuacji.
Pa!

Wysiadłem. W głowie wirowało mi tysiące myśli. A jednak odkryłem, że gdzieś tam pod spodem to spotkanie przyniosło mi odrobinę radości. Sięgnąłem po telefon. Odszukałem jej ostatniego sms-a. Zabawne, kiedy napisała, że dziękuję za album, nie zapisałem jej w kontaktach, ale samej wiadomości nie skasowałem…

Miło Cię było spotkać, Agnieszka. Życzę, żeby Twoje problemy się rozwiązały, niezależnie, jakie one są.”

Napisałem. Po chwili przyszła odpowiedź.

Ania. Mam na imię Ania.”

Arrghh, kolejna gafa! Nie miało to już jednak znaczenia. Nie zamierzałem dalej podrywać czerwonowłosej dziewczyny. Myślałem o kimś innym – stąd ta pomyłka co do imienia… W przeciwną stronę jechał tramwaj tej samej linii. Wsiadłem do niego. Straciłem ochotę na spacer i wieżę.

 

Autor zdjęcia – Paweł Jakubowski… chyba 😛

Share This