Mija powoli pierwszy kwartał roku, w którym obiecałem sobie wyjść finansowo na plus w odniesieniu do mojej twórczości. Tysiąc złotych, żeby być dokładnym, chociaż jest to trochę zawyżona poprzeczka względem prawdziwego celu wyjścia “na zero”. Jeśli koniec 2018r. przywita mnie zwrotem wszystkich książkowych inwestycji bez zysku – będę zadowolony. Zysk przyjdzie wtedy w 2019r.

W Nowy Rok wszedłem z 6 199zł na minusie. To pełne podliczenie: od Ty po Gwiazdę z uwzględnieniem wszystkich wydatków związanych z wyjazdami na konwenty, promocją itd. Na przestrzeni kilku lat – wcale nie taki zły wynik, ponieważ na samych Najemników cz. 1. wydałem kilkanaście tysięcy zł (nie mając tej wiedzy, którą mam teraz). W szerszej perspektywie idę na przód, niemniej to jeszcze nie poziom, na którym chciałbym już być. Bardzo czekam na moment, w którym będę mógł uczciwie sam sobie powiedzieć: “zarobiłem na swoim pisaniu.”

Zatrudniony jako księgowy Korpokot czuwa i miałczy, że w tej chwili mam -6 036zł. Czyli przez styczeń, luty i początek marca niewiele posunąłem się na przód. Pozornie. Przez te pierwsze miesiące nie spodziewałem się sprzedać wiele, chociaż gdzieś tam marzyło mi się zejść  poniżej tych 6 000. Ważniejsze niż sama sprzedaż były przygotowania do kluczowych wydarzeń. Wydarzenia te to wyjazdy na konwenty i zbiórki na wpieram.to. Od początku roku przepadły mi trzy konwenty w tym Pyrkon… Okazało się, że popyt na stoiska jest tak duży, iż należało się zgłosić jako wystawca znacznie wcześniej… Pyrkonu mi szkoda, bo to impreza, którą z książkami odwiedzałem rok rocznie. Z drugiej strony byłem nią już odrobinę zmęczony i przyłapuję się na myśli, że miło będzie odpocząć i nie szarpać się z wyjazdem. Zresztą, jestem na liście rezerwowych i wszystko może się jeszcze wydarzyć… 😉 Pozostaje pilnować terminu pozostałych imprez i zgłaszać się wcześniej ze stoiskiem.
To jednak nie konwenty będą głównym z filarów, na którym opieram swoją strategię. Są ważną częścią składową, ale to zbiórki crowdfundingowe na nowe tytuły zadecydują, czy mój plan na 2018r. zostanie zrealizowany. Jaką moc ma wspieram.to pokazują trzy kolejne zbiórki Arka Mielczarka na wydanie jego trylogii “Upadek”. W pierwszej z nich Arek ustanowił próg minimum na kwocie 3 000zł. Zobaczcie, jak zakończyła się zbiórka na 3. tom. Zebrał prawie trzy razy tyle.
Nie bez kozery piszę “zbiórki” – w liczbie mnogiej. 🙂 Pod koniec roku planuję oczywiście zbiórkę na wydanie Ducha Miasta.

Wcześniej – i to wcale niedługo – chcę zrobić podobną szybką akcję, jak to miało miejsce w przypadku Gwiazdy. Kolejny spontaniczny tekst, ale z kompletnie inną tematyką. Tym razem na wesoło (chyba musiałem odreagować pomiędzy Gwiazdą Duchem Miasta, które reprezentują zdecydowanie ciężkie klimaty.)
Korpo Combat będzie satyrą na korporacje i call center (a mam odrobinę doświadczenia w tym temacie). Planuję wydać trylogię (z tym że każda część nie będzie zabijała objętością):

Korpo Combat I: Wyjście Smoka
Korpo Combat II: Aneksja
Korpo Combat III: Bunt CRM-ów

Mała zapowiedź:

– Mam świetne rozwiązanie – opiekunka kluczowego klienta Katarzyna Knyszyńska była w swoim żywiole, pokazując kolejne slajdy prezentacji. – Urządzimy turniej, w którym pracownicy będą ze sobą walczyć. To wyeliminuje słabsze jednostki i pobudzi ducha niezdrowej rywalizacji. Całe wydarzenie przedstawimy na firmowym fanpage’u jako dobrą zabawę, czy nawet coś w rodzaju realityshow. To zapewni nam kolejne cenne lajki, nowych użytkowników i przede wszystkim kolejnych klientów!

– Co z kosztami całego projektu – jeśli Bartosz Kormoran był pod wrażeniem tego pomysłu, nie dał tego po sobie poznać.

– Minimalne – Kasia uśmiechnęła się, jakby spodziewała się tego pytania. – Zwycięzcy obiecamy dwadzieścia pięć złotych podwyżki…

– Brutto – bardziej oznajmił niż spytał członek zarządu.

– Brutto, naturalnie – nie dała się zbić z pantałyku atrakcyjna opiekunka ds. kk. – Dorzucimy jakiś dobry syrop do kawy, grę planszową, która została nam z jakiegoś szkolenia, grafik VIP, umieszczenie na tablicy zasłużonych i dziesięcioprocentową zniżkę w jakiejś kebabiarni. Jeśli Kadry dobrze to przedstawią… nie wiem puszczą jakiś mejling i wrzucą info na monitor w kuchni, pracownicy będą się o te nagrody zabijać!

Czyli parodia, groteska i rzeczywistość w krzywym zwierciadle. Mam nadzieję, że Was zaciekawiłem.

Wracając do Ducha, to przygotowania do wydania książki idą pełną parą. Są drobne obsuwy – a jakże – ale tekst powędrował już do korektorki a zdjęcia do grafika. Jak ww. osoby zakończą pracę, pozostanie jeszcze skład tekstu oraz druk. No i cała promocja, która będzie wymagała ode mnie dużych nakładów czasu i energii, patrząc jednak na zainteresowanie tekstem – warto podjąć wysiłek. Nawet jeśli coś się obsunie z terminami, to przecież zbiórkę mogę i tak zrobić, informując potencjalnych wspierających na jakim etapie procesu wydawniczego jestem. Na razie cały czas mam nadzieję dotrzymać terminu “do końca 2018r.”

Kolejną dobrą dla mnie informacją jest niezła “spontaniczna” sprzedaż – chodzi o książki kupowane przez znajomych, czy przez stronę www. Nie są to gigantyczne transakcje, ale wygląda na to, że przekroczą one wpływy, który sobie założyłem z tego źródła, co pozwoli przynajmniej częściowo zrekompensować straty z konwentów, na których nie udało mi się pojawić ze stoiskiem.

No i jest jeszcze plan awaryjny. Gdzieś tam równolegle przygotowuję sobie akcję kryptonim Darmowe opowiadanie. Będzie to akcja, w której będę rozdawał swój tekst (pełnoprawnie wydany), aby zainteresować swoją twórczością nowych odbiorców. Pod koniec lektury zamieszczę krótką informację o pozostałych książkach i linki do strony oraz fanpage’a. Będę tylko musiał odpowiednio skalkulować przedsięwzięcie, aby  przy minimalnym koszcie uzyskać możliwie wysoką jakość. Krótki tekst pozwoli uzyskać zamierzony efekt. Myślę, że korzyści mogą być znaczne. Najważniejsze, że mam już opowiadanie, które oceniam na wystarczająco dobre, żeby zainteresować czytelnika “z ulicy” swoją twórczością. Pomysł szalony – zdaję sobie z tego sprawę – a w sumie to co mam do stracenia?

Podsumowując, odrabianie strat, póki co, idzie powoli (przynajmniej w twardych liczbach), ale najważniejsze, że maszyna ruszyła. Wydarzyło się kilka niepomyślnych rzeczy (konwenty, które przepadły, opóźnienia w pracach), niemniej kluczowe dla realizacji planu przedsięwzięcia jeszcze przede mną. Jestem u progu pierwszego z nich – wkrótce spodziewajcie się zbiórki na wydanie Korpo Combat!

Share This