David Allen w swoim “Get things done” pisze, że żyjemy w czasach, w których wokół nas dzieje się tyle, że prawdopodobnie nigdy nie będziemy w stanie zrealizować wszystkich spraw i pomysłów, której pojawiają się wokół nas. To sprawa, że łatwo popaść we frustrację (mogłem/mogłam więcej! trzeba było zrobić jeszcze to i tamto!) Żeby nie stać się sfrustrowanym człowiekiem, możemy robić trzy rzeczy:

  1. Wywiązywać się z jak największej liczby zobowiązań względem innych i siebie.
  2. Być asertywnym – odmawiać i nie przyjmować pewnych zobowiązań, odrzucać niektóre z pomysłów.
  3. Renegocjować umowy, które z biegiem czasu stają się trudne lub niemożliwe do wypełnienia.

W tym wpisie skupiam się na punkcie 3. – chcę renegocjować moje noworoczne postanowienia. Nie chcę się w tym miejscu rozpisywać – same postanowienia są opisane tutaj. Do rzeczy:

1. Utrzymać dobrą organizację czasu pracy – w tym punkcie idzie mi całkiem dobrze. Jedyne co chciałbym renegocjować, to że oprócz kary w razie niepowodzenia (150zł na rzecz teatru nie ma), mogę sobie przyznać nagrodę, jeśli na koniec roku pójdzie mi lepiej niż zakładałem. A zatem zgodnie z:

1. Będę miał w 2018 więcej dni zaplanowanych niż niezaplanowanych – tutaj bez zmian.
2. Skończę rok mając mniej niż 20 nagrań na dyktafonie (czyli mniej niż 20 spraw do załatwienia) – jeśli skończę rok, mając mniej niż 15 spraw, przyznaję sobie 50zł, które mogę odjąć od kary za niespełnione postanowienia.
3. Zrealizuję satysfakcjonującą dla siebie liczbę projektów książkowych i teatralnych – jeśli uda mi się wydać Ducha Miasta jeszcze w 2018 r. (albo przynajmniej rozpocząć proces wydawniczy – książka będzie na etapie łamania tekstu) i/lub rozpocznę pracę nad teatralną wersją Gwiazdy również przyznaję sobie 50zł nagrody.

2. Wyjść 1000zł na plus ze swojej twórczości – tutaj jestem niestety okopany na swoim stanowisku i trudno ze mną cokolwiek wynegocjować 😉

3. Będę mieć kupione prezenty świąteczne już w listopadzie – ten punkt jest na tyle transparentny i prosty, że nie nie ma sensu renegocjować, łatwo po prostu spełnić ten punkt.

4. Ćwiczenia i bieganie – w większość dni ćwiczę, mam problem z bieganiem. Nie znajduje na nie czasu i siły. Teraz czytam, że wystarczy iż będę biegał raz w tygodniu… I to tylko od marca do października. Niby niedużo, w praktyce trudno mi to zrealizować (zwłaszcza teraz, kiedy są upały). Jestem w tym miejscu gotowy na ustępstwa, ale jaką konkretną propozycję wysunąć? Zamienię bieganie na spacery, ale niech za to tych spacerów będzie przynajmniej dwa w tygodniu… no dobrze, trzy, żeby odrobić straty z poprzednich miesięcy. Co z samym bieganiem? Bez katowania się – będę miał ochotę, to pobiegam i będzie się to liczyło za spacer. Spacery mogę realizować, zamieniając część drogi z pracy do domu z podróży komunikacją miejską na marsz. I powinienem się tego trzymać nie do października a do listopada włącznie. Dodatkowo chciałbym, aby, jeśli zrealizuje postanowienie tylko w części związanej z ćwiczeniami, a zawalę spacery, to kara będzie wynosić 100zł, nie 150zł. Dobra, brzmi w uczciwie – zgadzam się 🙂

5. Nie przekraczam założonego budżetu na alkohol przynajmniej w 11 miesiącach – już przekroczyłem w pięciu lub sześciu (liczmy, że w sześciu) na siedem miesięcy, które minęło… Przy tym postanowieniu nie mogę zgodzić się na zbyt wiele ustępstw (nie zgodziłbym się na nie, gdyby nie chodziło o mnie a o kogoś trzeciego). Niemniej nie mówię, że nie ma żadnego pola do negocjacji – jest, ale wąskie. Zostało 5 miesięcy do końca roku i w jednym miesiącu mi się udało. Na ten moment uznaję, że już mam wtopione 75zł ze 150zł. Żeby jednak sobie już nie odpuszczać, proponuję, że nadal mogę stracić jeszcze 150zł (czyli razem 225zł za to postanowienie), ale każdy miesiąc, w którym uda mi się zrealizować budżet alkoholowy (który przecież sam sobie układam), odejmuję sobie od kary 30zł. Przy pięciu miesiącach, które mi pozostały, mam szansę zostać przy karze na poziomie 75zł. Trochę to skomplikowane, ale niech będzie – spróbujmy.

6. Nie zwariować i pozostać sobą – w kontekście poprzedniego punktu, to nie jestem już taki pewien, czy mi się uda… chociaż nie przepraszam, gmatwanie i komplikowanie to też część mnie. Tak czy inaczej w tym punkcie nie czuję potrzeby niczego renegocjować. Pozostawiam bez zmian 🙂

W porządku – w Nowy Rok wracam do tematu i zobaczymy, ile z renegocjowanych postanowień udało mi się spełnić 🙂

Share This